| Od rozbiorów do niepodległości - Ludność i obyczaje |
| Osiek nad Notecią - Historia Osieka | |||
|
Rozwój Osieka w XIX wieku możliwy był głównie dzięki budowie kolei „Ostbahn”, która połączyła powiat wyrzyski z Berlinem. W połowie XIX stulecia we wsi mieszkało 914 osób. Większość z nich (613) to protestanci, co w tamtym okresie tożsame było z narodowością niemiecką. Polaków (osób wyznania katolickiego) było 224. Reszta mieszkańców, a więc 57 było wyznania mojżeszowego. W Osieku znajdowało się wówczas 111 domostw, co oznacza, że średnio w jednym domu mieszkało ponad 8 osób. Według danych statystycznych z 1895 roku, liczba mieszkańców wsi wzrosła do 985 osób. Mężczyzn było 492 a kobiet – 493. Proporcje wyznaniowe nie zmieniły się zbytnio. Zauważalny jest jedynie spadek liczby żydów w Osieku – do 34 osób. Ewangelików było 641 a katolików – 309. Wyznanie jednego z mieszkańców nie jest znane.
Do dnia dzisiejszego zachowały się akta Urzędu Stanu Cywilnego z Osieka, który obejmował swoim działaniem, poza samym Osiekiem, noszącym wówczas niemiecką nazwę Netzthal, również okoliczne wsie: Birkenbruch (Wyciąg), Friedrichshorst (Zanoteć), Königsdorf (Bąkowo Górne), Konstantinowo (Konstantynowo), Zickwerder (Żuławka), Wiesenau (Pracz) oraz Wilhelmseichen (Komorowo).
Według rejestru urodzeń, w II połowie XIX wieku, w wyżej wymienionych wsiach rodziło się rocznie ponad 100 dzieci, z czego w samym Osieku przeciętnie 40. Między rokiem 1874 a 1902 najwięcej urodzeń odnotowano w roku 1885. Urodziło się wtedy 147 dzieci. Zgonów odnotowano rocznie od 36 (w 1885 r.) do 131 (rok wcześniej). W osieckim Urzędzie Stanu Cywilnego zawierano rocznie około 20 małżeństw (najwięcej w 1898 – 29). Spośród polskich rodzin mieszkających pod koniec XIX stulecia w Osieku wymienić można m.in. następujące nazwiska: Bartoszek, Białczyk, Chojnacki, Derus, Dolny, Domek, Dura, Jankowski, Koperski, Lemański, Lutka, Reginka, Rewoliński, Rolla (Rola), Stepka, Szwedziak, Wachholz (Wacholc), Zawieja.
O ówczesnej ludności i jej obyczajach możemy sporo się dowiedzieć z opracowań Oskara Kolberga (1814 – 1890) – etnografa, folklorysty i kompozytora. W swoich badaniach zajmował się zwyczajami panującymi na terenach państwa polskiego. O mieszkańcach Krajny, a więc również Osieka pisał: „U ludności tutejszej włosy są blond lub kasztanowate, czasami rude, twarz krótka lub owalna, nos prosty, ku końcowi niekiedy zadarty, cera biała, twarz częściej blada niż rumiana. Kobiety, acz pięknością rzadko gdzie się odznaczają, mają rysy oblicza wyraziste, nos prosty lub sokoli, ruchy dość zwinne.”
O Niemcach Kolberg pisał, że są pracowici i przemyślni. Polacy, mimo, że byli równie pracowici jak Niemcy, łatwo dawali oszukiwać się Żydom. O polskich mieszkańcach Krajny pisał ponadto, że są przywiązani do wiary ojców oraz mają świadomość odrębności narodowej. O trzeciej nacji zamieszkującej Krajnę – o ludności żydowskiej – Kolberg twierdził, że jest „przemyślna i przebiegła” oraz dochodzi do wielkich majątków prowadząc drobny handel lub wyszynk trunków.
Do wad ludności zamieszkującej okolice Osieka etnograf zaliczał uleganie prądowi cywilizacyjnemu zachodu, co nie pozwalało zachować w pełni swych cech narodowych. Kolberg pisał na ten temat: „Dawne obyczaje tu niemal zatarte; obrządki słabiej niż w innych stronach i to sporadycznie się jedynie objawiające, widocznym są silnego wpływu obcego skutkiem. Wieśniak zaniechał prawie zupełnie strojów narodowych, przywdział nowożytne fabryczne materye od dawnych tkanin tańsze, a zobojętniały dla kroju narodowego, zastosował go do powszechnej mody.”
Mężczyźni z powiatu wyrzyskiego nosili w XIX wieku surduty cięte krojem niemieckim, zwane sukmanami, pod nimi kamizelki (kaftany), na nogach drewniaki, zwane również drewkami, drebkami, drepami lub trepami. Nakrycie głowy stanowiły rozmaitego kształtu czapki i kapelusze. Kobiety nosiły własnoręcznie szyte suknie.
Głównym daniem w okolicach Osieka w XIX wieku były kartofle, zwane pantówkami lub perkami. Jadano ponadto groch, kapustę i brukiew. Popularne były kluski na kartoflach. Z powodu wysokiej ceny nie jadano zbyt często mięsa. Za główny napitek służyła wódka i wino.
O wyglądzie wsi krajeńskiej i pałuckiej mówią chaty znajdujące się w osieckim skansenie. Kolberg o wyposażeniu wiejskiej izby w okolicach Wyrzyska pisze: „W Wyrzyskiem (...) wnętrze izby następujące obejmuje sprzęty: 1) dwa łóżka z małemi poduszkami a ogromnemi pierzynami powleczonemi płócienkiem lub dreliszkiem w paski lub kratki czerwone lub niebieskie; 2) stołek (zydel) pod oknem i kilka innych stołków; 3) dwie skrzynki do przechowu rzeczy; 4) rodzaj kredensu tj. szafka z policami (półkami) gdzie wstawiają dwojakie (mniejsze i większe) miski, wieszając nad niemi łyżki; 5) do gotowania używane są żelazne garki, rondelki i grapy; te ostatnie są na czterech nóżkach; 6) na ścianach wiszą obrazy święte (Świętych); 7) przy drzwiach kropiwniczka ze święconą wodą; 8) na gwoździu ręcznik ze zgrzebnego lub cieńszego płótna. W sieni mieszczą się narzędzia rolnicze.”
W wigilię Bożego Narodzenia rodzice ofiarowywali swoim dzieciom orzechy, jabłka i pierniki. Chłopcom wsypywano podarunki do czapki a dziewczętom w chustę. Powszechnie wierzono, że o północy w wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Usłyszenie mowy zwierząt oznaczało rychłą śmierć. Kolberg przytacza powiastkę o gospodarzu, który postanowił podsłuchać swoje zwierzęta: „Słyszałem, że się taki trafunek stał jednemu gospodarzowi, co bydło z ciekawości podsłuchiwał, a tu wół siwy mówił do burego: A wiesz ty bury, że w trzecie święto powieziemy naszego gospodarza do grobu? Więc, jak to gospodarz usłyszał, to ledwo do izby zaszedł i padł nieżywy.”
![]() Fotografia nr 17. Chałupa z XIX wieku prezentowana w osieckim skansenie.
Wieczorem, cała rodzina dzieliła się opłatkiem i zasiadano do wieczerzy składającej się z 9 postnych potraw. Pod stół wkładano słomę, którą potem wraz ze śledziem i chlebem zanoszono bydłu, na pamiątkę stajenki i jasełek . W wigilię po wsi chodzili kolędnicy nazywani gwiazdorami, którzy przebierali się za kozła, konia, wielbłąda itp.
Uroczyście obchodzono również Wielkanoc. Dzień Zmartwychwstania Pańskiego poprzedzony był, ściśle przestrzeganym, czterdziestodniowym postem. Przed rozpoczęciem postu szorowano piaskiem patelnie, by oczyścić je ze zwierzęcego tłuszczu. Podstawą menu w czasie postu były śledzie, ziemniaki, chleb z powidłami oraz żur. W niedzielę Palmową święcono w kościołach palmy wykonane z wierzbowych gałązek. Wierzbowe „palmy” wkładano zmarłemu do trumny oraz zatykano za obrazy dla ochrony przed piorunami. W Wielki Piątek obowiązywał ścisły post. W tym dniu nic nie jedzono. Dla upamiętnienia męki Chrystusa, rodzice chłostali rózgami swoje dzieci, mówiąc: „wstawajcie barany na boże rany”, „boże rany od deski do ściany”, „Pan Jezus ciężko cierpiał i umarł za nas na krzyżu”. W Wielką Sobotę święcono w kościołach wodę, pokarmy świąteczne i gałązki głogu, które miały chronić przed złem, przede wszystkim przed piorunami. Dzień Zmartwychwstania rozpoczynał się od rezurekcji. Wieczorem dzieci robiły „gniazda dla zająca”, w którym znajdowały następnego dnia drobne podarki. W poniedziałek wielkanocny odprawiano dyngus – chłopcy oblewali dziewczęta wodą. Następnego dnia role się odwracały. Oskar Kolberg w swej pracy twierdził jednak, że tradycja ta powoli wygasała. W okresie wielkanocnym na całej Krajnie wykonywano kraszanki – jednobarwne jajka. Do barwienia używano m.in. kory dębu, olchy, jemioły, łusek cebuli. Jajka farbowano na kolor czerwony, który symbolizował mękę i śmierć Chrystusa, czarny i fioletowy – symbol żałoby po Panu Jezusie oraz zielony – oznaczający nadzieję, odrodzenie i zmartwychwstanie.
Podobnie jak dziś, tak również i w XIX wieku ważnym wydarzeniem w życiu rodziny były narodziny dziecka oraz jego chrzest. Oskar Kolberg tak opisywał obrzęd obchodzony w powiecie wyrzyskim w dniu chrztu świętego: „Kiedy wracają z dzieckiem nowonarodzonem od chrztu ś. z kościoła do domu, wtenczas, jeżeli dziecko jest chłopcem, rozwiązują w domu prędko jego nóżki i takowe kładą pod stół, ażeby chłopiec ten w przyszłości był dobrym gospodarzem. Jeżeli zaś dziecko jest dziewczątkiem, wtedy kładą je z poduszką pod miśnik, na ten cel, ażeby się nauczyło dobrze myć statki (naczynia gospodarcze).”
W dniu pierwszych urodzin sadzano dziecko przy stole i kładziono koło niego książkę, pieniądz, chleb i nóż. Rzecz, którą dziecko wzięło do ręki jako pierwszą oznaczała przyszłe zajęcie dziecka. Jest to odpowiednio: ksiądz, kupiec, rolnik oraz żołnierz.
Kolejnym ważnym obrzędem rodzinnym był pogrzeb. Rodzina (głównie kobiety) zebrana w nocy (tzw. Pusta noc), w domu żałobnym, przy ciele zmarłego modliła się, śpiewała pieśni religijne oraz piła alkohol. Jak opisuje Oskar Kolberg, to ostatnie zajęcie (czyli picie alkoholu) podzielał również nieboszczyk, któremu kilka kropel trunku wlewano do ust. Jeśli zmarły pochodził z rodziny zamożnej, wtedy wódkę pito w obfitości. Ubodzy krewni zmarłego poprzestawali na symbolicznym wypiciu trunku. Po pochowaniu zmarłego, gospodarz prosił najbliższych na stypę, zwaną poczęsne. Zazwyczaj była ona skromniejsza niż obecnie. Gospodarz częstował gości kieliszkiem wódki oraz kawałkiem chleba z serem.
Bardzo hucznie obchodzono na Krajnie wesela. Pierwszym weselnym obrzędem były umówiny, które odbywały się w czwartki, na dwa tygodnie przed planowanym ślubem. Wtedy to do rodziców dziewczyny przychodził kawaler w towarzystwie dwóch swatów prosić o rękę panny. W sobotę, w towarzystwie krewnych, młodzi wręczali sobie pierścionki. Jeśli rodzice panny należeli do osób zamożnych, wtedy oznajmiali młodemu ile wynosi posag. Ten z kolei zobowiązywał się do porządków gospodarskich. Strona, która zerwałaby zaręczyny, musiała zapłacić 5 talarów lub dać 6 świec na ołtarz. W następną niedzielę narzeczeni udawali się do kościoła, aby się wyspowiadać oraz dać na zapowiedzi. Gości zapraszano dzień przed ślubem. Przed pójściem po błogosławieństwo kapłańskie młodzi otrzymywali chustkę, na której leżał wianek z ruty a gospodarz weselny wygłaszał mowę:
Przy wschodzie słońca promienie jaśnieją,
Po powrocie z kościoła rozpoczynała się zabawa weselna, która trwała niekiedy kilka dni. Na jedzenie składały się obie strony, natomiast muzykę opłacali sami goście. Odbywało się to w ten sposób, że kawaler, który chciał iść w pierwszą parę, płacił grajkowi umówiona kwotę.
|
